czwartek, 1 listopada 2018

ROZDZIAŁ I
   Wychodząc w windy, próbuję udawać spokojnego. Mój wzrok lata na wszystkie możliwe strony, analizując każdy szczegół wszystkiego w moim polu widzenia, byleby nie myśleć nad tym, co wydarzyło się jeszcze parę chwil temu. Parę chwil? Dla mnie jest to jak wieczność; czuję, jakbym już zapomniał wiele szczegółów z tamtej chwili. Nie pamiętam dokładnie wzroku szefa, który przecież tak głęboko wpatrywał się we mnie; nie pamiętam, gdzie stał kwiat będący częścią całej kompozycji ładnie urządzonego pokoju - czy mój mózg zaczął już wypychać to wspomnienie do nieświadomości? Może je usuwa? (o ile wspomnienie może zostać wymazane z egzystencji)

   Idę spokojnym krokiem przez biuro; staram się nie przykuwać do siebie zbytniej uwagi - w końcu kto wie, ilu moich "rówieśników" wie o tym, co zaszło? Mogą zacząć mnie wyśmiewać - może wieść o moim wydaleniu rozeszła się już po całym biurze, a wszyscy jedynie udają zapracowanych drwiąc sobie ze mnie w głowie? Może po mnie rozpaczają? Czy będą tęsknić za mną jedynie za moje przysługi? A może chodzą z kąta w kąt zdenerwowani myśląc sobie: "Clemston wydalony z roboty - co ja teraz zrobię? Niech no ja tylko spotkam tego gówniarza, jeszcze mnie popamięta!" Czuję wzrok każdego na swoich plecach - nawet tych, którzy zwykle nie pokazują się światu w obawie przed oceną; teraz oni byli po drugiej stronie. Ściany przysuwają się do siebie na moich oczach, jakby chciały uścisnąć się w miłosnym uścisku, na którego drodze stoję ja, ze swoimi błahymi problemami.

   Ujrzawszy drzwi, biegnę w ich stronę byle szybko uciec z piekła, w jakim się znalazłem. Świeże powietrze złudnie daje mi poczucie chwilowej ulgi. Idąc w stronę mojego domu patrzę się na chodnik, nie zwracając uwagi na przechodniów; nie mam ochoty patrzeć im w twarz, jestem zbyt za

dojdzie do wniosku, że przez to, że pomagał innym, ci uważali, że uważał ich za gorszych i się poskarżyli Szefowi, obraz namalowany przez ojca, widzi siebie niedoskonałego, kobieta, z którą będzie w toksycznym związku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz